piątek, 7 marca 2014

(...)Uciekłam. Znowu.(... )Boję się żyć?(...)


Wchodzę do pomieszczenia. Dziewczyna siedzi w ciemnym pokoju. Widzę światło. Blask monitora odbija się od jej skupionej twarzy. Słyszę dźwięk. Czysty, wypełniony emocjami. Czuję ból i samotność - słyszę wołanie o pomoc. Wszystko zawiera się w kilku wersach - piosenki, którą śpiewa w tym momencie.

Ciężko pogodzić się z prawdą. Ciężko przyznać się, zwłaszcza samemu sobie, że straciło się szansę. Ciężko pogodzić się z porażką. Nienawidzę tego uczucia. Nienawidzę żałować tego, że straciłam okazję. Ciężko nienawidzić siebie - największego tchórza jakiego znam.
Kilka lat temu zaproponowano mi zaśpiewanie na pewnej uroczystości. Nie pamiętam o jakie święto chodziło, nie pamiętam jaki utwór miałby to być; to nieistotne. Ważny jest to, że stchórzyłam, powiedziałam, że nie zaśpiewam. Zgoniłam to na przeziębienie. Jakiś czas potem miałam przedstawić piosenkę grupie Udało się! "Byłaś świetna! Czemu nie śpiewasz jako solistka?" - słyszałam od członków chóru. "Tak jakoś...." - rzuciłam wychodząc z sali z czerwoną jak burak twarzą i palpitacjami serca. Na koniec roku odważyłam się. Zaśpiewałam. Nie pamiętam co wtedy czułam. Wiem, że nie wyszło. "Nie było cię słychać. Chyba coś z mikrofonami". Świetny debiut, nie ma co! Od tej pory nie odważyłam się stanąć przed jakąkolwiek publicznością drugi raz.
Impreza. Sala wypełniona ludźmi. Alkohol. Wszyscy znajdują się już pod jego wpływem. Mikrofon. Urządźmy karaoke! - krzyknął ktoś z tłumu. Chłopaki śpiewają. Dziewczyny się śmieją. "Paulina! Łap!" W ręce trzymam bezprzewodowy mikrofon, a w tle słyszę wstęp do "Someone like you". Śpiewam. Nastaje długa cisza. "To było genialne! Gdzie śpiewałaś wcześniej?" - rzuciła się na mnie jakaś blondynka. "Ja? Nie, ja nie umiem... Ja nie śpiewam... Ja nie śpiewałam... Muszę..." Uciekłam. Znowu. 
Żałuję. Ogromnie żałuję. Szkoda mi niewykorzystanych szans. Kocham śpiewać i wydaje mi się, że robie to poprawnie. Jestem pewna, że sprawiałoby mi to nie lada przyjemność. Ale... No właśnie. Słyszeliście kiedyś o kimś kto zmarł na zawał na scenie? Mnie też nikt nie przychodzi na myśl. Byłabym pierwsza. 
Panicznie boję się wystąpień publicznych. Boję się uwagi wszystkich skupionej na mnie. Boję się spojrzeń. Boję się krytyki. Boję się... Boję się... Boję się... Boję się żyć?


sobota, 22 lutego 2014

"Na twarzy czuje wilgoć. Coś mokrego spływa po moim policzku. Łza. I kolejna."


Leżę na podłodze tępo wpatrując się w sufit. Mam na sobie ulubiony czarny, mięciutki sweter oraz wygodne legginsy. Twarde drewno wbija mi się w łopatki, na plecach czuje chłód. Na twarzy czuje wilgoć. Coś mokrego spływa po moim policzku. Łza. I kolejna.
Zastanawiam się co zrobić z resztą wieczoru. Kolejnego wieczoru, który spędzę w moich czterech ścianach, w swoim pokoju. W pomieszczeniu,które tak uwielbiam, a jednocześnie darzę je tak wielką nienawiścią. W miejscu, w którym spędzam praktycznie cały swój czas. Bo niby gdzie indziej miałabym iść?
Kolejny sobotni wieczór, w który zostałam sama, wyłącznie ze swoimi myślami. Kolejny wieczór, w którym ktoś odwołał umówione spotkanie. Zdążyłam już przywyknąć. Ale to wciąż boli.

Nie pamiętam kiedy ostatnio samotność tak mocno dawała o sobie znać. Kiedy tak mocno czułam jej obecność. Zwykle po prostu staram się o tym nie myśleć. Wmawiam sobie, że w kolejnego wieczoru coś się zmieni. Kolejny tydzień wniesie coś nowego.Jedno, wciaż takie same, kłamstwo.