Zastanawiam się co zrobić z resztą wieczoru. Kolejnego wieczoru, który spędzę w moich czterech ścianach, w swoim pokoju. W pomieszczeniu,które tak uwielbiam, a jednocześnie darzę je tak wielką nienawiścią. W miejscu, w którym spędzam praktycznie cały swój czas. Bo niby gdzie indziej miałabym iść?
Kolejny sobotni wieczór, w który zostałam sama, wyłącznie ze swoimi myślami. Kolejny wieczór, w którym ktoś odwołał umówione spotkanie. Zdążyłam już przywyknąć. Ale to wciąż boli.
Nie pamiętam kiedy ostatnio samotność tak mocno dawała o sobie znać. Kiedy tak mocno czułam jej obecność. Zwykle po prostu staram się o tym nie myśleć. Wmawiam sobie, że w kolejnego wieczoru coś się zmieni. Kolejny tydzień wniesie coś nowego.Jedno, wciaż takie same, kłamstwo.