piątek, 3 stycznia 2014
"Chce po prostu akceptacji(...)"
Rozczarowanie. Samotność. Bezużyteczność. Monotonia. Zakłopotanie. Pustka.
Ogromnie rozczarowana sylwestrem, który przecież miał być tak wspaniały. Ogromnie samotna pośród otaczających mnie ludzi, już nie tylko tych na ulicach, ale także wśród swoich własnych "przyjaciół". Tak bardzo niepotrzebna i obojętna innym. Powtarzająca wciąż te same schematy. Niesamowicie zmieszana i skrępowana podczas zwykłego wieczornego wyjścia - niemogąca znaleźć sobie miejsca. Po prostu ogromnie pusta w środku.
Tak naprawdę uświadomiłam to sobie dopiero po Nowym Roku. Będąc dokładną, leżą w łóżku, wpatrując się w sufit z boląca głową i ogromnymi mdłościami po sylwestrowej imprezie. Zastanawiałam się - co poszło nie tak? Dlaczego obudziłam się i pierwsze co zrobiłam to zaczęłam płakać? - (oczywiście zaraz po zniwelowaniu pustyni w moich ustach dwoma litrami wody niegazowanej). Dlaczego nie potrafię się bawić i po prostu cieszyć się z życia? Znam odpowiedź. Jednak nie chcę się do niej przyznać. Nie chcę jej przyjąć. Nie potrafię jej zaakceptować. Nie mogę. Nie dam rady być tak bardzo samotna dłużej. Nie zrozumcie mnie źle - moim celem nie jest użalanie się nad sobą. Nie chcę wielkiej miłości jak z tanich komedii romantycznych. Nie jestem jedną z tych, które wyją do książęca rozpaczając nad swoją samotnością. Rzadko zdarza się, że w weekendowy wieczór znajdziecie mnie w domu czy, że ominę jakiś koncert czy imprezę, na którą mam możliwość iść, choć nie mam możliwości przebierania w zaproszeniach. Nie izoluje się od ludzi. Rozpaczliwie pragnę ich towarzystwa. Jednak to nic nie zmienia. W dalszym ciągu nie mogę pozbyć się tych świdrujących i rozdzierających mnie od środka uczuć i myśli. Beznadziejności i zawieszenia. Chce po prostu akceptacji - poczucia, że jestem komuś naprawdę potrzebna. Czy to tak wiele? Dlaczego nie mogę tego odnaleźć? Ile jeszcze wytrzymam?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz