czwartek, 9 stycznia 2014

"Pozostał jedynie smutek i żal."


-Kasia, chodź jutro na lody do mc'donalda! - rzuciłam wychodząc z sali po ciężkiej lekcji matematyki. - Przez 45 minut nie myślałam o niczym innym! Jak mam myśleć o wielomianach, kiedy przed oczami mam różka z polewą czekoladową?!
- No spoko, możemy iść. - odpowiedziała moja koleżanka bez cienia entuzjazmu.
- Mhm... Już mi ślinka cieknie...
 Następnego dnia nie mogłam wysiedzieć na ostatniej lekcji. Myślałam tylko o tym, jak przyjemnie rozpocznę dzisiejsze południe.
- Paulina, muszę lecieć do Galerii po sukienkę na sobotę. - powiedziała Kasia gdy właśnie zbierałyśmy się do wyjścia.
- Ok, kupimy tą sukienkę i wstąpimy do jakiejś kawiarni, w końcu znajdziemy jakąś w Galerii. - odpowiedziałam, nadal nie tracąc dobrego humoru.
- Pospiesz się. To może zdążymy na autobus!
Na przystanku byłyśmy punktualnie, mimo to musiałyśmy czekać na autobus ponad 20 min.
- Zaraz zamarznę.Chodźmy na tramwaj.- powiedziałam, szczękając zębami.
- Nie. Ja zostaję. Napewno poprzedni uciekł, zaraz jakiś przyjedzie.
Po chwili przyjechał stary, przegubowy bus. Wsiadłyśny jednak on nie odjeźdżał.
- Awaria! Wysiadać! - usłyszałyśmy od kierowcy.
- Świetnie! Co teraz?
- Idziemy na nogach. W końcu to nie aż tak daleko.
- No jasne. - rzuciłam pod nosem. Zwłaszcza, że zaczynała dawać o sobie znać niedawna kontuzja nogi.- Ekstra. Chodź.
Po jakiś 30 minutach byłyśmy na miejscu. Poszłyśmy najpierw kupić sukienkę, o której Kasia mówiła bez przerwy. Była ok. Obcisła, czarna, koronkowa - klasyka. Następnie udałyśmy się w stronę kawiarni.
- Zajmę jakiś stolik. - powiedziałam i zaczęłam iść w ich stronę.
- Nie! Najpierw zamówmy.
Po wybraniu deserów, o których marzyłyśmy, cóż przynajmniej ja marzyłam. Siadłyśmy do stolika i zaczęłyśmy gadać o jakiś małoistotnych sprawach - zwykłe wyjście z koleżanką.
- Kaśka, czemu się tak spieszysz? Udławisz sie za chwilę, a nie nie zdałam jeszcze pierwszej pomocy. - powiedziałam po chwili z uśmiechem.
- Za 15 min mam autobus, muszę się pospieszyć.- odpowiedziała.
Fala uczuć, które w tym momencie przewinęły się przeze mnie była ogromna. Najpierw niedowierzanie - na pewno żartuje. Potem złość - dlaczego wiedząc o tym, że za niedługo będzie musiała jechać, zabrała mnie ze sobą, czemu po prostu nie powiedziała, że nie ma czasu? Na koniec smutek - tak wiele o tym gadałyśmy, co z tego wyszło....?
- Jasne, idź.- powiedziałam, wkładając do ust kolejną porcję lodów.- No leć, bo się spóżnisz.
- To papa. - rzuciła i pobiegła w stronę wyjścia zostawiając mnie samą przy stoliku, wśród tłumów ludzi.
Dokończyłam deser, wypiłam herbatę i wyszłam. Pomoim dobrym humorze nie było nawet śladu. Pozostał jedynie smutek i pewien żal.
Nie potrafię tego wyjaśnić ale mam go do tej chwili. Jest mi źle z tym, że osoba, która jest dla mnie jedną z najważniejszych ludzi zostawiła mnie, jakbym wcale się dla niej nie liczyła. Jak gdyby poszła tam wyłącznie z łaski, z przymusu. Po prostu czuję się podle. Mam wrażenie, że nie mogę już liczyć na nikogo. Nie mam nikogo do kogo mogłabym zadzwonić, aby spotkać się po szkole i po ludzku, porozmawiać. Czuję się samotna. Bardzo samotna i nikomu niepotrzebna. Cóż. Przynajmniej mam powód, motywację, aby jutro wstać wcześnie i udać się na basen. Trzeba spalić dzisiejszą bombę kaloryczną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz